2.9.13

Jak szybko i skutecznie tracić czas?



Dzisiaj trochę z innej beczki. Wpis tzw. demotywujący. Inspiracją okazał się, delikatnie mówiąc, nieudany weekend. Plus wyborna pogoda (czyt. leje, wieje i ciemno). W takich okolicznościach, nie pozostaje nic innego jak zrobić pranie, iść spać lub gapić się w ścianę z kolanami pod brodą, kołysząc się w rytm "Długości dźwięku samotności" czy innego dzieła w podobnym klimacie. Można też udawać, że robi się coś pożytecznego, a na wszystko inne przyjdzie czas jutro/za miesiąc/w innym życiu. W przypadku ostatniego wariantu pomocny staje się laptop z internetem. To co, że ta "pożyteczna misja" ciągnie się już od południa, You Only Live Once, masz czas itepe ... albo i nie, ale cóż.


Idealny plan

Nicnierobienie proponuję zacząć od zainstalowania Spotify, jeśli są jeszcze tacy co nie słyszeli o tym cudzie techniki. Wchodzimy na stronę Spotify, klikamy "Get Spotify" i potem jest już łatwo, bardzo intuicyjne ustrojstwo i bardzo, ale to bardzo przyjemny czasoumilacz. Świeżakom polecam aplikację Tunigo w tymże programie. Dopasowujesz sobie muzę do nastroju. Na późniejszym etapie wtajemniczenia nie jest już potrzebna.

Po zakończeniu zabawy w didżeja, przechodzimy do szperania po internetach. Najlepiej sprawdzają się tu wszelkiej maści blogi i blogaski. Uwaga, wciąga. Co gorsza, nie można przestać. Wpisywanie fraz typu "najlepszy blog" lub "fajny blog" w google nic nie da, więc proponuję nawet nie próbować. Na najciekawsze trafia się przypadkiem. Dobrym wyborem jest jeden z moich ulubionych - kominek.in. Mnóstwo czytania, niektóre posty takie sobie, ale najlepsze są komentarze pod nimi. Ci ludzie mają bardzo dużo do powiedzenia, przeważnie z sensem. Bonus w postaci jednego z ostatnich postów, Dobre Blogi Na Dzień Blogera. Jest to kupa linków przez które warto się przekopać. Zajęcie na następne parę godzin, przy czym każdy znajdzie coś dla siebie.

Gdy znudzi się nam czytanie czyichś dywagacji, przechodzimy do obrazków i kierujemy swoją przeglądarkę na Pinterest. Po błyskawicznej rejestracji zostajemy wchłonięci, jeśli nie połknięci przez tego czerwonego potwora. W pewnym momencie strona internetowa już nie wystarcza i musisz zainstalować aplikację na telefon. Nie ma nic lepszego przed snem. No może jest. Ale to też fajne.

I takim sposobem wpadamy w kolejną pułapkę blogosfery, tym razem raczej anglojęzycznej, co nie znaczy, że osoby typu ani-be-ani-me po angielsku nie mają tu czego szukać. Fenomen strony polega na zastosowaniu przekazu obrazkowego, przy użyciu minimum treści. Proponuję zaopatrzyć się w jakiś fajny słownik internetowy, np. Skryptozakładkę Diki, i wszystko staje się dziecinnie proste. Podczas eksplorowania Pinteresta radzę posługiwać się słowami kluczowymi w języku angielskim - o wiele więcej zabawy. Nie mówię, że nie można po polsku. Można, ale wtedy przygoda szybko się kończy. Korzystamy ze słownika, koniecznie.

Gdy już nic się nie chce, żadna pozycja ciała nie jest odpowiednia, nogi zdrętwiały od siedzenia, oczy wyschły z braku mrugania, odkładamy lapka i idziemy zrobić herbatę/kawę/kakao, jemy kanapkę lub jakiegoś owocka, patrzymy przez minutę przez okno, robimy trzy skłony, trzy przysiady i wracamy po laptopa.

Kolejność realizacji poszczególnych punktów z mojego, podkreślam, subiektywnego planu na skuteczne marnowanie czasu można dowolnie modyfikować, toteż za drugim podejściem polecam zacząć od Pinteresta. Przed rozpoczęciem polecam skonsultować się z pozostałymi domownikami, w celu ustalenia niekolidującego z nikim ani z niczym miejsca przeprowadzenia misji.

Alternatywa dla nie lubiących działać schematycznie, acz chcących podążać z duchem czasu - bierzemy książkę i czytamy. Teraz to modne.

PODPIS

2 komentarze:

  1. a to jakos nie pasuje do radosnego tonu poprzednich wpisów....

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram, potrafię siedzieć na pinterescie godzinami.

    OdpowiedzUsuń